Płynny nawóz z obornika granulowanego daje szybki sposób na zasilenie warzyw, kwiatów i roślin w pojemnikach bez wożenia świeżego obornika i bez bałaganu na grządkach. Najważniejsze jest tu właściwe stężenie, czas moczenia i późniejsze rozcieńczenie, bo zbyt mocny roztwór potrafi przypalić korzenie. Granulat rozpuszcza się wolniej niż typowe nawozy mineralne, ale dobrze przygotowana gnojówka działa łagodnie i długo. Taki nawóz sprawdza się szczególnie wtedy, gdy rośliny potrzebują regularnego dokarmiania w sezonie. Całość da się zrobić prostymi środkami, bez specjalistycznego sprzętu.
Co będzie potrzebne i jaki granulat wybrać
Do przygotowania płynnego nawozu najlepiej nadaje się obornik granulowany bydlęcy, koński albo kurzy. Każdy z nich działa trochę inaczej. Bydlęcy jest zwykle najłagodniejszy i uniwersalny, koński dobrze poprawia aktywność podłoża, a kurzy bywa najmocniejszy i wymaga ostrożniejszego dawkowania. Jeśli celem jest bezpieczne nawożenie większości roślin ogrodowych, najłatwiej zacząć od granulatu bydlęcego.
Trzeba też sprawdzić etykietę. Najlepiej wybierać granulat 100% naturalny, bez dodatków mineralnych i bez środków chwastobójczych. Jeśli producent podał zalecenia do przygotowania roztworu, warto się ich trzymać w pierwszej kolejności, bo skład poszczególnych granulatów może się nieco różnić.
- wiadro lub beczka z tworzywa, 10-30 l,
- woda odstana lub deszczówka,
- mieszadło albo kij,
- sitko, stara tkanina lub worek filtracyjny,
- konewka albo opryskiwacz do podlewania doglebowego,
- rękawice robocze.
Metalowych pojemników lepiej nie używać. Płynny nawóz podczas moczenia lekko fermentuje, a kontakt z metalem nie jest potrzebny i może przyspieszać korozję. Tworzywo jest po prostu wygodniejsze i bezpieczniejsze.
Na start lepiej zrobić mniejszą porcję i sprawdzić, jak reagują rośliny. Nawóz naturalny też można przedawkować.
Jak zrobić płynny nawóz krok po kroku
Najprostsza metoda polega na namoczeniu granulatu w wodzie i odczekaniu, aż składniki pokarmowe przejdą do roztworu. Nie chodzi o pełne rozpuszczenie każdej grudki, tylko o uzyskanie wyciągu nawozowego. Resztki stałe można potem wykorzystać na rabacie albo wrzucić do kompostu.
- Do wiadra wsypać 1 kg obornika granulowanego na 10 l wody. To baza do przygotowania koncentratu.
- Zalać wodą i dokładnie wymieszać. Jeśli granulat jest bardzo suchy, po kilku minutach napęcznieje i opadnie.
- Odstawić pojemnik w miejsce zacienione na 24-72 godziny. Raz lub dwa razy dziennie dobrze całość przemieszać.
- Po namoczeniu przecedzić płyn przez sitko albo tkaninę. Dzięki temu konewka nie będzie się zapychała.
- Przed użyciem rozcieńczyć koncentrat czystą wodą. Najczęściej sprawdza się proporcja 1:5 do 1:10, zależnie od rodzaju roślin i mocy granulatu.
Jeśli potrzebny jest nawóz łagodniejszy, można od razu użyć mniejszej ilości granulatu, na przykład 0,5 kg na 10 l wody. Taki roztwór bywa wygodny do roślin balkonowych, młodych sadzonek i ziół. Przy granulacie kurzym lepiej od razu zaczynać ostrożniej, bo jego zawartość azotu bywa wysoka.
Zapach zwykle jest wyraźnie słabszy niż przy świeżym oborniku, ale nadal będzie wyczuwalny. Dlatego pojemnik najlepiej ustawić z dala od tarasu, wejścia do domu i miejsca wypoczynku. Pokrywka lub luźno położona deska ogranicza wydzielanie zapachu, ale nie należy zamykać pojemnika całkowicie hermetycznie.
Jak poznać, że wyciąg jest gotowy
Gotowy płyn ma kolor od brunatnego do ciemnobrązowego i charakterystyczny, ziemisto-obornikowy zapach. Woda nie musi być idealnie klarowna. Drobny osad na dnie jest normalny i nie świadczy o zepsuciu nawozu.
Jeśli po 24 godzinach granulat nadal jest twardy, wystarczy dać mu więcej czasu i porządnie wymieszać. Niektóre partie są bardziej sprasowane i potrzebują nawet trzech dni, żeby dobrze oddać składniki do wody. Nie ma sensu zwiększać temperatury na siłę ani dolewać wrzątku. Zbyt gorąca woda pogarsza warunki dla części pożytecznych związków organicznych.
Roztwór nie powinien mieć śliskiej, gnilnej warstwy ani ostrego, zepsutego zapachu nie do wytrzymania. To zwykle znak, że pojemnik stał za długo, w zbyt wysokiej temperaturze albo użyto zanieczyszczonej wody. Wtedy lepiej nie ryzykować podlewania delikatnych roślin.
Dobrym testem jest też wygląd granulatu po moczeniu. Jeśli grudki łatwo się rozpadają pod mieszadłem, wyciąg jest już wystarczająco przygotowany do przecedzenia i rozcieńczenia.
Jak rozcieńczać i do jakich roślin stosować
Najwięcej problemów bierze się nie z samego przygotowania nawozu, tylko z podania go w zbyt dużym stężeniu. Koncentrat po namaczaniu jest za mocny do bezpośredniego podlewania korzeni. Rozcieńczenie trzeba dobrać do gatunku rośliny, etapu wzrostu i rodzaju podłoża.
Dla większości warzyw gruntowych, takich jak pomidory, ogórki, cukinie czy kapusta, dobrze sprawdza się 1 część koncentratu na 8-10 części wody. Rośliny dostają wtedy azot, potas i materię organiczną bez ryzyka zasolenia podłoża. W upałach warto rozcieńczać mocniej, bo suche podłoże zwiększa ryzyko uszkodzenia korzeni.
Kwiaty rabatowe, byliny i krzewy ozdobne zwykle dobrze znoszą proporcję 1:10. Dla roślin balkonowych i doniczkowych bezpieczniej zejść do 1:12, zwłaszcza jeśli doniczki są małe, a ziemia szybko przesycha. W pojemnikach składniki kumulują się dużo łatwiej niż w gruncie.
Rośliny strączkowe, lawenda, rozmaryn i większość gatunków lubiących ubogie podłoże nie potrzebują częstego zasilania takim nawozem. Tu lepiej stosować go sporadycznie albo wcale. Nadmiar azotu daje dużo liści, ale pogarsza kwitnienie i aromat.
Częstotliwość podlewania
W okresie intensywnego wzrostu zwykle wystarcza podlewanie co 10-14 dni. Na bardzo lekkich, piaszczystych glebach można robić to nieco częściej, bo składniki szybciej się wypłukują. Na cięższych i żyznych ziemiach lepiej zachować większe odstępy.
Młode sadzonki warto zasilać dopiero wtedy, gdy dobrze się ukorzenią. Świeżo posadzone rośliny mają wrażliwy system korzeniowy, a dodatkowa dawka nawozu tuż po przesadzeniu częściej szkodzi niż pomaga. Najbezpieczniej odczekać około tygodnia, a potem podać słabszy roztwór.
Pod koniec lata częstotliwość nawożenia trzeba ograniczyć, szczególnie przy roślinach wieloletnich. Zbyt późne pobudzanie ich do wzrostu utrudnia drewnienie pędów i przygotowanie do zimy. Dotyczy to głównie krzewów i bylin.
Jeśli liście robią się bardzo ciemnozielone, a roślina idzie mocno w masę zieloną kosztem kwitnienia lub owocowania, dawkę należy zmniejszyć. To klasyczny sygnał, że azotu jest już pod dostatkiem.
Kiedy nawozić, a kiedy odpuścić
Płynny nawóz z granulatu najlepiej podawać na wilgotną glebę, nigdy na suchy pył. Najpierw warto lekko podlać roślinę czystą wodą, a dopiero potem zastosować roztwór nawozowy. Dzięki temu składniki rozchodzą się równiej i nie tworzą zbyt skoncentrowanej strefy przy korzeniach.
Najlepsza pora to wczesny ranek albo wieczór. W pełnym słońcu rośliny szybciej odparowują wodę i są bardziej podatne na stres. Nawet jeśli nawóz trafia na glebę, a nie na liście, wysoka temperatura nie pomaga. Podlewanie po chłodniejszej porze dnia daje roślinom czas na spokojne pobranie składników.
Nie stosuje się takiego nawozu przy roślinach chorych, więdnących z powodu zalania, uszkodzonych przymrozkiem albo świeżo po mocnym cięciu. Dokarmianie ma sens wtedy, gdy roślina aktywnie rośnie i jest w stanie wykorzystać składniki. W innym przypadku łatwo pogorszyć jej stan.
Jeśli roztwór przypadkiem chlapnie na liście, warto spłukać je czystą wodą. Zwłaszcza przy ostrym słońcu i młodych roślinach to proste zabezpieczenie przed plamami.
Najczęstsze błędy przy robieniu nawozu z granulatu
Pierwszy błąd to traktowanie granulatu jak nawozu „bez ryzyka”, bo jest naturalny. Naturalny nie znaczy łagodny w każdej dawce. Zbyt mocny wyciąg z obornika kurzego albo zbyt częste podlewanie potrafią zasolić podłoże i uszkodzić korzenie tak samo skutecznie jak źle użyty nawóz mineralny.
Drugi problem to zbyt długie trzymanie roztworu. Taki wyciąg najlepiej zużyć w ciągu 2-3 dni od przecedzenia. Im dłużej stoi, tym bardziej zmienia się jego skład i zapach. Jeśli potrzeba nawozu na później, rozsądniej przygotować nową porcję niż magazynować starą przez dwa tygodnie.
Często zdarza się też podlewanie „na oko” bez rozcieńczenia. To działa tylko pozornie szybciej. W praktyce łatwo wtedy o przypalenie brzegów liści, zahamowanie wzrostu i biały nalot na powierzchni ziemi. Gdy pojawiają się takie objawy, trzeba zrobić przerwę w nawożeniu i kilka razy przepłukać podłoże czystą wodą.
Co zrobić z osadem po przecedzeniu
Osadu nie warto wyrzucać. To nadal materiał organiczny, który ma wartość w ogrodzie. Najprościej rozsypać go cienką warstwą pod krzewami, na rabacie warzywnej albo dodać do kompostownika.
Nie należy jednak kłaść grubej, mokrej warstwy bezpośrednio przy łodygach roślin. Taka masa może zaskorupić się na powierzchni i ograniczać dostęp powietrza. Lepiej lekko wymieszać ją z wierzchnią warstwą ziemi albo przykryć ściółką.
Jeśli osad ma trafić do donic, powinien zostać najpierw dobrze przekompostowany albo mocno przesuszony i dodany w małej ilości. W pojemnikach zbyt świeża materia organiczna rozkłada się inaczej niż w gruncie i może powodować nieprzyjemny zapach.
Przy regularnym stosowaniu taka reszta z wiadra staje się dodatkowym źródłem próchnicy. To szczególnie przydatne na glebach lekkich, które szybko tracą wilgoć i składniki odżywcze.
Wersja szybka i wersja mocniejsza
Gdy potrzebny jest nawóz „na już”, można przygotować szybką wersję: 200-300 g granulatu na 10 l wody, intensywne mieszanie i odstawienie na 12-24 godziny. Taki wyciąg ma mniejszą moc, ale przy regularnym stosowaniu sprawdza się do bieżącego podlewania warzyw i kwiatów. To dobre rozwiązanie, kiedy nie ma miejsca na duży pojemnik i długie moczenie.
Wersję mocniejszą robi się z proporcji około 1 kg na 10 l wody i moczy 2-3 dni, a potem rozcieńcza przed podaniem. To lepszy wariant dla roślin żarłocznych, uprawianych w gruncie, zwłaszcza na słabszej ziemi. Taki koncentrat daje większą elastyczność, bo można dobrać rozcieńczenie do różnych gatunków.
W praktyce bardziej opłaca się przygotowywać koncentrat i rozcieńczać go przed użyciem niż za każdym razem mieszać nowy, słaby roztwór. Łatwiej wtedy utrzymać powtarzalne dawki. A przy nawożeniu ogrodu to właśnie regularność daje lepszy efekt niż jednorazowe „mocne dokarmienie”.

